Nocny głos

Posted in Undead Story on Styczeń 11, 2009 by crazylinkin

Dochodziła północ. Miasto ogarnięte było błogim spokojem, a ponad nim leniwie wisiał wszechświat. Ulice były prawie puste, gdzie niegdzie można było spotkać pojedynczych przechodniów pośpiesznie udających się do domów. Jack wracał właśnie z dyżuru w pobliskim szpitalu. Czuł pulsujący ból w głowie, dotkliwie odczuwał napięcie w mięśniach zmordowanych wielogodzinna pracą. Szedł nerwowym krokiem, chciał już być w domu, obok swojej ukochanej. Mijając kolejne kamieniczki usłyszał nagle dziwny, obcy szelest. Z lękiem spojrzał za siebie, lecz jego wzrok nie napotkał żadnej postaci. Przyśpieszył. Kolejny szelest… Czuł jak jego serce tłucze się jak oszalałe w piersi. Próbował się uspokoić, tłumaczył sobie że te niecodzienne dźwięki to tylko wytwór jego zmęczonego umysłu.. Jednak pewna część jego jestestwa podpowiadała mu, że powinien uciekać, mówiła mu że grozi mu śmiertelne niebezpieczeństwo. Miał już lekką zadyszkę, po skroni spływała cienka stróżka potu. Co kilka kroków nerwowo spoglądał za siebie, nadal jednak nie mógł niczego dostrzec. Nie był również w stanie zlokalizować źródła owego niepokojącego go dźwięku. Jack był krótkowidzem, ciemnościach nie widział nawet górnej krawędzi otaczających go wysokich kamienic. Skręcił w lewo, od domu dzieliło go jeszcze jakieś piętnaście minut marszu. Piętnaści minut samotnego marszu pośród ciemnych zaułków brudnego, obskurnego centrum. W pobliskiej bramie coś trząsnęło tak, że Jack potknął się i upadł, rozbijając sobie łuk brwiowy… sparaliżował go lęk, nie mógł się ruszyć. Ciepła, lepka krew spływająca z czoła napłynęła mu w okolice lewego oka. W jego głowie rozbrzmiał obcy głos : I tak mi nie uciekniesz. Jesteś za slaby , człowieku. Jack przełamał swój strach i zerwał się z zimnego, brudnego chodnika. Popędził przed siebie, nie bardzo wiedząc gdzie biegnie. Po kilku minutach wyczerpującego biegu uświadomił sobie że jest już blisko domu. Jeszcze tylko kilka zakrętów i będzie przed swoją klatką. Głupcze, przestań biec. Zostawiasz za sobą smakowity ślad. Nie umkniesz mi – szeptał złowrogi głos, Jack czuł jakby ktoś ze wszystkich stron napierał na jego umysł. Padł na kolana. Oszałamiający ból szalał wewnątrz jego czaszki niczym rozbijające się o brzeg fale podczas sztormu. Wstał, podtrzymując się pobliskiej ściany, ruszył przed siebie chwiejnym krokiem. Nagle z prawej strony uderzył go potężny podmuch powietrza, rzucił nim w przerwę między budynkami. Bezwładnie wturlał się na podwórze, głową i plecami uderzając w metalowe kosze na śmieci. Zdezorientowany otworzył oczy. Ujrzał przed sobą półnagiego mężczyznę o idealnej sylwetce. Owy mężczyzna miał trupiobladą skórę, w oczodołach błyszczały krwistoczerwone ślepia. Miał koło dwóch metrów wzrostu, muskulaturę, której pozazdrościłby nie jeden atleta. Blond włosy opadały mu do ramion. Przemówił nagle, głosem który Jack od razu rozpoznał. Głosem z jego głowy.
- Po co to wszystko, mówiłem Ci przecież, że nie uciekniesz – powiedział szyderczym głosem – Jesteś słaby, słaby jak inni z twojego gatunku. Chodzące przekąski, pełne przepysznej, ciepłej krwi.
Jack doznał olśnienia, nie był jednak pewien czy powinien się z tego cieszyć. Właśnie uświadomił sobie, że ma przed sobą wampira.

Środ[k]owe rozterki..

Posted in Uncategorized on Grudzień 10, 2008 by crazylinkin

Środa..Środek tygodnia, którego po nędznej pierszej połowie mam już dość.
Wieczór jak cowieczór.. Natłok rzeczy do zrobienia. A energii i chęci ni ma. Jak  narazie wymęczyłem jedną sprawe.. Jak zwykle na chwile przed deadline`m.. A Blackie czeka, bryłki czekają, najgorsze jest to że czeka również Paragraf.. Głośniki delikatnie pobudzają powietrze.. W eterze rozchodzi się Poezja Śpiewana. W sumie nie mogę powiedzieć że jest najgorzej.

Chodzi za mną jeden wers :

„- Czego chcesz pacholę?

- Uciec od rozpaczy..”

Najchętniej znów spotkałbym się w małym gronie i uciekł od rzeczywistości… W końcu „co ma spłonąć nie utonie”.

Chyba oleje reszte i pobiegam troche po gryfie.. Może zapomne… Licze na to.

…Signal lost…

Fuckin X-mas…

Posted in Uncategorized on Grudzień 8, 2008 by crazylinkin

Zapowiada się tydzień mocnych wrażeń…Nasi kochani belfrowie zapewnili nam moc atrakcji zmuszając nas do nadludzkich wysiłków.. Ja to poprostu popierdole… Co ma być to będzie..Jak narazie każdą wolną chwile spędzam w innym świecie, innym czasie i w innym miejscu.. A to wszystko za sprawą pewnego Paragrafu…..
Grudzień.. Świeta idą..nie lubie świąt.. całe udawanie grzeczności… no i najgorsze..bede musiał pojechać do domu. NIE chce jechac do domu. Czuje sie tam obco i źle. Myśle nad jakąś wymówką żeby z tamtąd uciec jak najprędzej ale jakoś nie wiedze żadnej możliwości.
Tymczasem ogarniam pewną słodką księżniczke , która „turned my whole world upside down”.. Ciężka sprawa.. Trzeba brnąć delikatnie do przodu..nie chce żeby znowu coś pękło. Tego chyba bym nie zniósł..

End of transmission…

Stan zimowo-maturalno-bez przyszłosciowy….

Posted in Uncategorized on Listopad 30, 2008 by crazylinkin

Czas wielkich zmian.. Trzeba cos zmienić bo tak dalej nie można. Myślę że zacznę powoli, może od ogarnięcia pokoju. To chyba dobry pomysł na początek. Ogólnie stan nawierzchni w moim pokoju oceniam na dobry, wszystko jest wszędzie, niektóre rzeczy zaczynają ożywać jak na przykład ogryzek , który od wczoraj dziwnie się do mnie uśmiecha. A może by tak się pouczyć? W końcu w maju finał biegu po wykształcenie. Koniec kolejnego etapu edukacji, a tym samym kolejnego etapu życia. Pożyjemy zobaczymy. Jak na razie zbieram siły… A za oknem zima… i samotność i smutek. Żeby chociaż śnieg był. Nie mam ochoty na nic… nawet na piwo, co gorsze , znudziła mnie muzyka. Nie mogę znaleźć nic do słuchania, wszystko mi się wydaje oklepane i takie nudne. Ehh.. Przydała by się nutka świeżości w codziennym szarym egzystencjonalnym bagnie…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.